Może za nim zaczniemy dyskusję na ten temat chciałbym przedstawic dwa artykuły na temat działań MEN-u, który chyba usilnie chce zachęcac rodziców do tego, aby puszczali swoje dzieci do szkoły. Co prawda obowiązek 6-latków bedzie dotyczył dopiero od 2014roku, ale juz po pierwszej ustawie było widac wielkie niezadowolenie ze strony rodziców, psychologów, nauczycieli. Czy ten czas pozwoli na konkretne zmiany w tym kierunku i czy uda nam sie obronić 6-letnie dzieci przed tym koszmarnym obowiązkiem?
Czas pokaże, ale napewno jest to powazny problem wielu rodziców a opinie na ten temat pomagaja w podejmowaniu decyzji.
Zatem zapraszam do zapoznania sie z poniższymi artykułami i do wyrażenia swojego zdania. Warto jednak podkreslic także znaczenie dla dziecka, bo tez często nasze zdanie może nie byc na tyle dobre aby zapewnic dzieciom właściwe warunki rozwoju - tzn dla nas samych może byc wygodniej posłać dziecko do szkoły, ale czy dla dziecka bedzie to dobre?
http://men.gov.pl/index.php?option=com_c...Itemid=296
http://men.gov.pl/index.php?option=com_c...Itemid=296
Takich artykułów zapewne jest więcej, ale chyba dobrze wiemy o co biega i jakie sa zamiary MEN. Tylko czy to jest dobre dla dzieci. Same starania przygotowania szkół i rodziców może i ida w dobrym kierunku, ale mysle, że takie starania powinny byc skierowane juz bardziej na dzieci 7 letnie a nie biedne 6-latki, które nie sa psychicznie i wiekowo przystosowane do takich zmian.
Co o tym myslicie?
No ja bym mogła naprawdę dużo na ten temat mówić...
W skrócie powiem, że posyłanie dziecka o rok wcześniej nie jest dobre. Wiąże się to z rozwojem emocjonalnym dziecka, gdyż maluch w tym wieku jeszcze kształtuje swój rozwój emocjonalny do końca. Kształtuje się w nim poczucie własnej wartości oraz przywiązanie emocjonalne do rodziców (teoria Erika Eriksona i Bowlby'ego).
Zacznijmy od tego że szkoły nie są przygotowane aby przyjmować 6-latki do szkoły.
Dlatego najbardziej odpowiednim wiekiem pozwalającym aby dziecko szło do szkoły jest 7 lat.
Nie znam się na psychologii, ale nie uważam, żeby obowiązkowe posyłanie dziecka do szkoły w wieku 6 lat było dobre. Przynajmniej nie dla większości, bo przecież zdarzają się dzieci rozwinięte ponad swój wiek, ale to niewielki odsetek.
Interesuje mnie ten temat, bo moja córka właśnie będzie pierwszym rocznikiem zaczynającym obowiązkową edukację w wieku 6 lat...
To ja moge cosik skrobnąć na ten temat,ponieważ rozmawiałem z nauczycielką po pierwszym semestrze i jasno powiedziała, że 6-latki mimo, że opanowały program nauczania, ale były wykończone psychicznie. To jest zbyt duży ciężar dla takich dzieci. Wiem też, że juz niektórzy rodzice musza korzystać z pomocy psychologa, bo sa powazne problemy z psychika dzieci - nie radzą sobie. Problem więc jest ogromny, ale MEN ma to gdzieś, bardziej mysli o tym, że takie dzieci szybciej skończa studia czy szkoły i będa płacic podatki a więc kosztem psychiki dzieci chcą nabijac budżet państwa. To jest przegięcie. Kto zapłaci dzieciom za tak skrzywiona psychike? Dlatego ja jestem tej głupocie stanowczo przeciwny i nie ma sensu patrzec na to czy dziecko umie pisać, czytac czy liczyć, czy tez ma inne zdolności. Wazne jest to czy psychika dziecka jest na taki natłok przygotowana. Ja mam syna, który w tym roku robi zerówkę i od września według tak durnej ustawy musiałby iśc do szkoły. Na szczęście ta ustawa została wstrzymana do 2014roku, dlatego zatrzymujemy go w zerówce na nastepny rok. Za nic nie posle dziecka do szkoły w takim wieku. Martwi mnie natomiast co bedzie z najmłodszym - on wogóle nie jest przygotowany do tego a jego juz raczej ten obowiązek może objac, dlatego tak wazne jest, aby z ta przekleta ustawa walczyć, aby nie było takiego prawa, które by zmuszało rodziców do posyłania swoich dzieci tak wcześniej do szkoły. Jesli ktos chce to niech posyła, ja nie chcę. I naprawdę - szkoda psychiki dzieci, trzeba to odradzać.
Masz rację Tomek, jestem też przeciw, przecież te maleństwa, choć mają może jak na swój wiek trochę wiedzy i szybko się uczą to jednak bardzo mało rozumieją i za kilka lat już nie pamiętają tego czego uczyli się w zerówce lub pierwszych latach szkoły. Zamiast geniuszy będzie słabo wykształcona młodzież bo za dużo jest przedmiotów i jedynie, kto bardziej uzdolniony, będzie się wyróżniał a reszta to tylko, byle z klasy do klasy przejść z marnymi ocenami.
Mnie jednak najbardziej uderza fakt, że dorośli, po studiach niby, pełnią odpowiedzialne stanowiska społeczne a kompletnie nie liczą sie z dobrem dzieci i chca na ich krzywdzie zarabiac kasę łatając przy okazji dziury budżetowe, które sami natworzyli. A gdy przychodzi zmiana rządu to oczywiście zwalaja wine jeden na drugiego i winnych nie ma, dzieci jednak cierpią przez taka głupotę. Wprowadzaja potem głupia ustawe o przemocy w rodzinie ukazując jak bardzo troszczą sie o dzieci, podczas gdy sytuacja rodzin wcale nie byłaby tak dramatyczna, gdyby zamiast odbierac ludziom mozliwości właściwego funkcjonowania, warunków do zycia, pomoc jaka jest rodzinom potrzebna zaczeli by bardziej inwestować w rodziny, okazując wsparcie, wszelka pomoc. Te wszystkie problemy jakie dotykaja rodziny nie sa często winą samych rodziców wyładowujących swoje niepowodzenia na swoich dzieciach, ale wina lezy po stronie rządu, że nie zapewnia rodziom godziwych warunków do ich rozwoju, do właściwego funkcjonowania, przez co także wzmacnia sie gospodarkę. Tak więc zamiast myśleć o tym co rzeczywiście jest potrzebne, o tym co daje nam wiele korzyści rząd dorabia sie kosztem biednych dzieci chcąc na ich krzywdzie dorabiać sie jeszcze bardziej.
Owszem, są dzieci uzdolnione, które w wieku 6 lat maja juz spora wiedzę i umiejetności, ale takich dzieci jest znacznie mniej a zmuszanie rodziców do posyłania swoich dzieci do szkoły jest ogromnie krzywdzące i myslę, że warto sie starac aby taka ustawa była wogóle wstrzymana za nim dzieci naprawdę zostana skrzywdzone. Taki wybór puszczania dzieci do szkoły powinni miec rodzice zawsze, gdyz to oni sa prawnymi opiekunami i wychowawcami dzieci. Nie powinno to byc zakazane, gdyz są rodzice, którzy widząc rozwój swoich dzieci chciałyby może posłać swoje dzieci wczesniej, ale to powinno odbywac sie na zasadzie uznania przez rodziców, ich woli a nie jakiegos obowiązku względem wszystkich.
Tak, nasz kochany Rząd jest wykształcony i nie brak mu pieniędzy, więc najedzony głodnego nie potrafi pojąć.
Problem w tym, że on nadal nie jest najedzony, on chce jeszcze więcej, nawet gdy inni nic nie mają są w stanie odbierać innym jeszcze więcej. Jeśli ktos jest najedzony to nie chce więcej jeść, aby mu nie zaszkodziło, dla takich ludzi jak widac - nie ma granic, nie chca odpuścić, mimo, że tak wielu ludzi nie jest zadowlonych z tych rządów. Cierpia ludzie, ale jeszcze bardziej - cierpia dzieci. Pozorna troska o dobro dzieci ma zaslepiac ludzi. Ale wielu widzi co sie dzieje i nie daje sie zwiesć tym podstepnym działaniom.
Cytat:Tak, nasz kochany Rząd jest wykształcony
Chyba wykształcony inaczej:s I chce coby nowe pokolenie też było tak kształcone, tzn inaczej.
Tzn na ludzi pozbawionych wartości chrześcijańskich a nafaszerowanych mądrościami antychrześcijańskimi?
Wole byc już nieukiem, upośledzonym człowiekiem w ich oczach niż zniżać sie do ich poziomu wykształcenia, przynajmniej wiem, że będe mógł sie choc Bogu podobać. :)